#książki, #book, #recenzja

Wiedźmin

Tytuł: Wiedźmin

Autor: Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo: Supernowa

Rok wydania: 2020

Opis ze strony wydawnictwa:

Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej. Nie był stary, ale włosy miał zupełnie białe. Kiedy ściągnął płaszcz, okazało się, że na pasie za plecami ma miecz.
Białowłosego przywiodło do miasta królewskie orędzie: trzy tysiące orenów nagrody za odczarowanie nękającej mieszkańców Wyzimy strzygi.
Takie czasy nastały. Dawniej po lasach jeno wilki wyły, teraz namnożyło się rozmaitego paskudztwa – gdzie spojrzysz, tam upiory, bazyliszki, diaboły, żywiołaki, wiły i utopce plugawe. A i niebacznie uwolniony z amfory dżinn, potrafiący zamienić życie spokojnego miasta w koszmar, się trafi.
Tu nie wystarczą zwykłe czary ani osinowe kołki. Tu trzeba zawodowca. WIEDŹMINA.
Mistrza magii i miecza. Tajemną sztuką wyuczonego, by strzec na świecie moralnej i biologicznej równowagi.

Coś się kończy…

Przez zdecydowaną większość swojego życia żyłam w przekonaniu, że fantastyka nie jest gatunkiem, który mogłabym czytać z przyjemnością. Po serię książek o Wiedźminie z pewnością nigdy bym nie sięgnęła, gdyby nie to, że było to jedno z moich postanowień noworocznych. I wiecie co? Całe szczęście, że zwykle dotrzymuję postanowień.

Nie jestem miłośniczką powieści przygodowych, w fantasy moje horyzonty wyznaczyły: Harry Potter i Władca Pierścieni (i to grubo ponad dekadę temu). Jednak powiedzieć o Wiedźminie, że to tylko fantastyka, to tak jakby powiedzieć, że Wojna i pokój jest powieścią tylko o napoleońskiej inwazji na Rosję – niby prawda, ale niezbyt pełna.

Seria książek o Wiedźminie (celowo nie używam tutaj określenia saga, bo omawiam również zbiory opowiadań, które do sagi nie należą) ma tak rozległą problematykę, że trudno odpowiedzieć i niej w kilku słowach. Pod płaszczykiem wątków fantastycznych i walki z przeznaczeniem (lub o jego wypełnienie), otrzymujemy prawdziwe oblicze wojny i polityki, dyskryminacji rasowej, nierówności społecznych, feminizmu oraz różnych oblicz rodzicielstwa, niekoniecznie tego biologicznego. Naprawdę trudno uwierzyć, że seria miała swój początek trzydzieści lat temu, w zaściankowej Polsce tuż po upadku komunizmu. Jest to historia zdecydowanie ponadczasowa. Nie zestarzała się do tej pory i nie zestarzeje za pięćdziesiąt lat, głównie dzięki uniwersalnej problematyce, umieszczonej w fikcyjnym świecie.

Sapkowski ma niezwykle lekkie pióro, jego dialogi są mistrzowskie – naprawdę rzadko parskam śmiechem w czasie lektury, a w czasie wiedźmińskich przygód zdarzało mi się to co chwilę. Polot, inteligencja i niezwykłe poczucie humoru. Oprócz tego niesamowita zdolność tworzenia bohaterów, których naprawdę lubimy, którym szczerze kibicujemy, choć przecież nie są pozbawieni wad. Andrzej Sapkowski nie idzie na ustępstwa względem czytelników i za nic ma ich zaangażowanie emocjonalne. Chociaż autor nie oszczędza stworzonych przez siebie postaci i zdarza się, że musimy się z nimi pożegnać nagle (i niesprawiedliwie), to lektura nie rozczarowuje, nawet jeśli wywołuje smutek.

Seria składająca się z ośmiu tomów prezentuje naprawdę wysoki i dość wyrównany poziom pod względem stylu i fabuły. Gdybym jednak miała wskazać najsłabsze ogniwo, to najmniej przypadła mi do gustu Wieża Jaskółki (trochę szwankowała tu dynamika powieści). Dla równowagi – Panią Jeziora przeczytałam dwa razy: skończyłam pierwszy raz i bez chwili oddechu przeczytałam ją ponownie. W pisaniu Sapkowskiego zachwyca mnie mnogość sposobów na poprowadzenie fabuły, wzbogacanie świata cytatami i “tekstami źródłowymi” rozpoczynającymi kolejne rozdziały. Chociaż prócz tytułowego Wiedźmina autor nie wymyślił nic nowego, wspaniale zagrał na motywach znanych z legend, mitologii i historii.

W serii o Geralcie z Rivii często pada zdanie, że coś się kończy, coś zaczyna. W moim przypadku, to bardzo adekwatne słowa. Skończyła się moja ignorancja i traktowanie fantastyki jako literatury byle jakiej, kiepskiej, podrzędnej. Rozpoczęła się natomiast wspaniała przygoda z dzielną łuczniczką Milvą, gadatliwym Jaskrem, tajemniczym Regisem i pełnym młodzieńczej brawury Cahirem. Mrukliwy Geralt, irytująca Yennefer i zagubiona Ciri towarzyszyli mi przez ostatnie miesiące i rozstaję się z nimi z ogromnym żalem. Jednak największą zaletą posiadanych książek jest to, że zawsze możemy do nich wrócić i przeżyć to jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *