#książki, #book, #recenzja

Portret Doriana Graya

Tytuł: Portret Doriana Graya

Autor: Oscar Wilde

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:

Dorian Gray to młody mężczyzna o niezwykłej urodzie, zakochany w ubogiej aktorce. Zgadza się pozować znanemu malarzowi z londyńskiej bohemy. Kiedy Dorian Gray ogląda swój portret, wypowiada pochopne życzenie, że oddałby wszystko, aby zachować młodość i urodę, nawet za cenę duszy. W zamian za to twarz na obrazie starzeje się i oszpeca w miarę postępującego zepsucia moralnego bohatera. Pewnego dnia, znużony dotychczasowym rozwiązłym i okrutnym życiem, Dorian Gray postanawia zniszczyć portret…

Pierwodruk książki ukazał się w miesięczniku “Lippincott’s Monthly Magazine” w 1890 roku. Powieść od razu spotkała się z falą krytyki i została okrzyknięta skandalem. Wtedy nikt chyba nawet nie podejrzewał, że Portret Doriana Graya stanie się jednym z najważniejszych dzieł literatury angielskiej, na stałe przynależącym do światowego kanonu.

 

Wilk w owczej skórze

Trudno byłoby chyba znaleźć kogoś, kto przynajmniej w ogólnym zarysie nie kojarzy historii Doriana Graya. W ogólnym zarysie kojarzyłam też ja i korzystając z tegorocznej akcji Wiktoriański październik, postanowiłam zgłębić temat bardziej. Historia młodzieńca, którego dusza została zaklęta w obrazie, wydawała mi się całkiem ciekawym pomysłem, więc ochoczo zabrałam się do lektury.

Tytułowego bohatera poznajemy w momencie tworzenia jego portretu. Towarzyszą mu dwaj mężczyźni – jednym z nich jest malarz Basil Hallward, drugim nowo poznany arystokrata. Obaj panowie reprezentują konkretne ludzkie postawy, choć w moim odczuciu symbolizują ścieranie się dobra i zła. Pierwszego do działania napędza miłość. Jest szczery, prostolinijny i oddany. Lord Henry Wotton to człowiek cyniczny i uszczypliwy. Dość często wypowiada się na różne tematy, doradza innym, nie do końca jednak będąc przekonanym do własnych rad i świadomym ich konsekwencji. Zdaje się niczego nie traktować poważnie i ma tendencję do obrażania innych ludzi – najczęściej kobiet.

To właśnie to, którego z mężczyzn Dorian Gray wybierze na swojego kompana, wypływa na jego zachowanie i wybory. Młodzieniec słynący z niezwykłej urody (chociaż właściwie nie wiem dlaczego, bo poza blond włosami i niebieskimi oczami niewiele wiadomo o jego fizjonomii) zaczyna brylować na salonach coraz mniej licząc się z uczuciami innych. Cierpienie ludzi, których rani, nie robi na nim najmniejszego wrażenia. Co jakiś czas obiecuje sobie poprawę, ale niewiele z tego wychodzi, a tajemnica portretu ciąży mu coraz bardziej.

Portret Doriana Graya można traktować jako powieść moralizatorską – tylko w takim wypadku da się wybaczyć jednowymiarowość bohaterów. Przyznam szczerze, że spodziewałam się trochę głębszych portretów psychologicznych, większego nakreślenia ich motywacji. Gdyby Oscar Wilde zamiast afiszować się znajomością dzieł sztuki, kamieni szlachetnych i drogich materiałów, skupił na pogłębieniu bohaterów, powieść na pewno by na tym zyskała.

Ponieważ powieść przeczytałam w dwóch przekładach – kilka słów na ten temat. Tłumaczenie Marii Feldmanowej (wyd. Vesper 2018) jest starsze i jest to wyraźnie wyczuwalne. Sporo archaicznych form, wielokrotnie złożone zdania oraz używanie czasu zaprzeszłego być może oddaje klimat epoki, ale też sprawia, że lektura nie jest tak lekka jak mogłaby być. Jeżeli dla kogoś nie stanowi to przeszkody, to samo wydanie polecam, chociażby ze względu na szatę graficzną, przedmowę i posłowie. Dla mnie dużo przyjemniejszy okazał się przekład Jerzego Łozińskiego (Zysk i S-ka 2021), który ma w sobie lekkość, której zabrakło Feldmanowej. Budowa zdań jest prostsza, ich sens mniej zagmatwany. Samo słownictwo jest nieco bardziej współczesne, ale nie wpływa to w najmniejszym stopniu niekorzystnie na atmosferę utworu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.