#książki, #book, #recenzja

Żywe morze snów na jawie

Tytuł: Żywe morze snów na jawie

Autor: Richard Flanagan

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2022

 

 

Opis wydawcy:

Anna – renomowana architektka z Sydney, Terzo – zamożny i pozbawiony skrupułów biznesmen oraz Tommy – niespełniony malarz pracujący dorywczo jako rybak czuwają przy łóżku matki w szpitalu w Hobart na Tasmanii. Osiemdziesięciosześcioletnia Francie umiera i jest na to gotowa. Ale dzieci nie akceptują jej wyboru. Użyją wszystkich możliwości – wpływów, władzy, znajomości i pieniędzy – aby utrzymać matkę przy życiu. Tylko czy mają do tego prawo?

Podczas gdy Francie w dziwnych snach na jawie szuka ucieczki od coraz bardziej dojmującej udręki, jej córka z lękiem obserwuje własne ciało: pewnego dnia znika jej palec, innego – kolano, potem znikają ludzie. W tym samym czasie pożary trawią australijskie lasy. Wszystko rozpada się, wymiera, ginie. Czy można to zatrzymać? Uratować świat, Francie i miłość?

 

Odchodzenie w niebyt

Gdyby najnowszą powieść Richarda Flanagana trzeba było opisać jednym słowem, to najlepiej pasowałoby tu słowo: “strata”.  Jego bohaterowie doświadczają straty na wielu poziomach – na zdrowiu podupada ich matka, tracą relacje z dziećmi, partnerami. Tracą części własnego ciała, a wokół szaleją niszczycielskie pożary, skazując na wyginięcie kolejne gatunki.

Refleksja, która towarzyszy lekturze Żywego morza snów na jawie, dotyczy przede wszystkim tego, że człowiek swoje wysiłki i zaangażowanie lokuje zupełnie nie tam, gdzie powinien. Fundusze, nawet te nieograniczone, nie są w stanie naprawić zaniedbanych relacji. Mogą jedynie tuszować zaniedbania, a i to bardzo prowizorycznie.

Są rzeczy, które człowiek – przynajmniej do pewnego momentu – uznaje za pewnik: obecność rodziców (bo przecież towarzyszą nam od zawsze), przekonanie, że miłość dzieci jest bezwarunkowa, że nasze ciało zawsze będzie nam służyć, a Ziemia będzie znosić wszystkie nadużycia ze strony ludzi. To bardzo złudne przekonania i nawet jeśli zderzenie z rzeczywistością na początku za bardzo nie doskwiera bohaterom, to nadejdzie moment, w którym będą musieli przyznać, że nie panują nad sytuacją.

Żywe morze snów na jawie to smutna, wielowarstwowa powieść, pełna metafor i pięknego języka. Z jednej strony aż do bólu realistyczna w sposobie ukazania relacji między bohaterami, najbardziej intymnych przemyśleń, z drugiej abstrakcyjna i w tej abstrakcji bardzo świeża, niosąca jednocześnie rozpacz i ukojenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.